"Dzika karta" do Wimbledonu to dla Mai Chwalińskiej nie tylko ogromne wyróżnienie, ale przede wszystkim bezcenny przywilej. Tłumaczymy, co decyzja Brytyjczyków oznacza dla Polki i dlaczego Chwalińska nie spodziewała się takiej decyzji.
Tomasz Jastrzebowski/Pressfocus
Świat tenisa się nie zatrzymuje. Zaledwie kilka dni temu zakończył się wielkoszlemowy Roland Garros, a wzrok kibiców i dziennikarzy już kieruje się w stronę Londynu, na trawiaste korty Wimbledonu. W tym roku polscy fani mają powód do szczególnej radości. Organizatorzy najstarszego turnieju na świecie ogłosili listę tenisistek, które otrzymały "dzikie karty". W tym prestiżowym gronie znalazła się m.in. Maja Chwalińska. To dla Polki kluczowa decyzja. Dlaczego?
Zobacz wideo "To mnie bardzo wzruszyło". Chwalińska reaguje na mural w Dąbrowie Górniczej
Inaczej tylko przez eliminacje






