Jest pewna historia, może i naiwna, ale i takich nam potrzeba. Opowiada o plemieniu, które witając nowego człowieka, śpiewa mu jego pieśń, taką, która przychodzi z intuicji, często zaczyna nucić ją matka, nosząc dziecko w brzuchu. Rodzic nuci ją dziecku do snu, wyplatając z dzieckiem na kolanach kosze czy idąc w las zbierać lub polować. Śpiewa się ją też w ważnych momentach, podczas ceremonii, na zaślubinach, na pogrzebie. Śpiewa się ją i wtedy, gdy człowiek zrobi coś złego. Sadza się wtedy człowieka na środku wioski, a wspólnota śpiewa jego pieśń, aż sobie przypomni, po co się tu pojawił i zestroi się z innymi istotami wokoło (...).
Zobacz wideo Takim ojcem jest Radosław Majdan. "Jestem nadwrażliwy" [materiał wydawcy kobieta.gazeta.pl]
Tato Julka
Wychodzimy rano z domu. Nie wiem, jaki to będzie dzień. Raz biegniesz szybko przed siebie, czasem wyjście jest niemożliwe. Dziś patrzyliśmy na pająka i jego sieć utkaną na barierce mostu. Wcześniej złapałeś muchę, która już jesiennie tłukła się o okno, zabierając pająkowi łup.
Takie historie nam się przydarzyły. Niektórzy nazwą to synchronicznością, inni zobaczyli w tym znak potwierdzający to, czego potrzebują, my możemy się umówić, że na świecie wydarzają się rzeczy i żeby w ogóle dokonać jakichkolwiek powiązań, interpretacji czy opisów, rzeczy muszą się zadziać. Cała reszta to już interpretacje.






