Maciuś, gdy trafił do rodziny zastępczej, długo nie chciał mówić, co działo się w rodzinnym domu. Swojego brata też uciszał. Ale gdy już zaczęli opowiadać, to posypało się bardzo wiele słów, przy których dorośli płakali.

Zapisz się na wtorkowy newsletter "Być rodzicem": KLIKNIJ TUTAJ.

Zapraszamy do dyskusji o rodzicielstwie: bycrodzicem@wysokieobcasy.pl

Karolina Tatarzyńska, współtwórczyni łódzkiej kampanii społecznej Rodzina Jest dla Dzieci, upowszechniającej rodzicielstwo zastępcze: - Najtrudniejsze, najsmutniejsze historie znają rodziny zastępcze prowadzące pogotowia rodzinne. Tam trafiają dzieci z interwencji domowych: często w za małych spodenkach, w za małych koszulkach, z włosami, które były przycięte nie nożyczkami, tylko dosłownie, kuchennym nożem, w domu, gdzieś na szybko. Już na pierwszy rzut oka widać, że w domach nie działo się dobrze, ale cała reszta owiana jest tajemnicą. Bo takie dzieci nie mówią od razu, jaka je spotkała krzywda. Przeciwnie. Bronią swoich rodziców biologicznych, starają się wygładzić to, co wydarzyło się w domach. Ale te historie zaczynają wypływać gdzieś między słowami albo w rysunkach. I okazuje się, że wobec dziecka była stosowana przemoc fizyczna lub psychiczna albo że było wykorzystywane seksualnie. Do tego, bardzo często, takie dziecko zmaga się z chorobami czy niepełnosprawnością. Dlatego pogotowie rodzinne uznawane jest za najtrudniejszą formę rodzicielstwa zastępczego. Ci rodzice dostają dziecko, o którym kompletnie nic nie wiedzą. Znają imię, wiek, mają informację, że malucha zabrano z domu, w którym trwała libacja. Całą resztę – to z jakimi traumami dziecko musiało się mierzyć - odkrywają później.