Tuż po tym, jak Donald Trump ogłosił zawarcie wstępnego porozumienia z Iranem, selekcjoner i kapitan tej reprezentacji pojawiali się na konferencji prasowej. Ale pytań o piłkę, wbrew prośbie rzecznika, nie było. A jedno zostało wręcz zablokowane. Liczyła się polityka - wojna, wizy, protesty i utrudnienia. Napięcie było duże. Klimat wokół Iranu jest taki, że Mahdi Taremi zaczął wątpić w sztandarowe wartości FIFA. Korespondencja Dawida Szymczaka, dziennikarza Sport.pl.
W czasie mistrzostw świata konferencje prasowe na stadionie SoFi Stadium nie odbywają się w pomieszczeniu, w którym zwykle na pytania dziennikarzy odpowiada trener Los Angeles Rams. Teraz sala konferencyjna znajduje się w katakumbach stadionu, wydzielona czarną kurtyną. Na stalowych rusztowaniach przymocowano reflektory i nakierowano je na scenę z konferencyjnym stołem, dzięki czemu przygotowane dla dziennikarzy krzesełka znajdują się w półmroku. Takie okoliczności konferencji idealnie zgrywały się z jej treścią – to był teatr. Wolnych miejsc na widowni praktycznie nie było.
Zaczęło się jednak z piętnastominutowym opóźnieniem. Gdy oficer prasowy FIFA przekazał, że reprezentacja Iranu jest już w drodze, ale ma delikatne opóźnienie, pośród dziennikarzy dało się usłyszeć żarty, że Irańczycy właśnie doczytują, czy pokój został już zawarty, czy jeszcze nie, aby wiedzieć, w jakim tonie się wypowiadać. W tym żarcie mogła być nawet odrobina prawdy, bo faktycznie Donald Trump poinformował o podpisaniu porozumienia z Iranem, gdy do planowego rozpoczęcia konferencji pozostawało raptem kilkanaście minut.














