Oliwia z wypadku wyszła bez szwanku. Potwierdziły to późniejsze badania. Do karetki zabrano ją przytomną i na własnym oddechu. Jednak do szpitala dojechała w stanie krytycznym. Trzy dni później zmarła. Co się wydarzyło w karetce?
To pytanie zadają zrozpaczeni rodzice Oliwii. Będą na nie musieli odpowiedzieć też śledczy. Bo prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci dziewczyny. Rodzice mówią wprost: zawinił lekarz karetki pogotowia.
16 maja tego roku w Kozienicach, Oliwia ze swoją przyjaciółką wsiadła do BMW. Kierowca, kuzyn Oliwii, najprawdopodobniej jechał bardzo szybko, stracił panowanie nad samochodem, pojazd uderzył w murowany słup ogrodzenia. Kierujący wyszedł z rozbitego pojazdu o własnych siłach, przyjaciółka Oliwii doznała złamania kręgów szyjnych, Oliwia była w szoku. Trzęsła się, miała szczękościsk, ale nie odniosła żadnych obrażeń. Potwierdziły to późniejsze badania tomografem i sekcja zwłok.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Materiał promocyjny








