Zapragnęli wykorzystać to, o czym rozmawiali tyle razy w Młynach i stworzyć "coś wielkiego", niezapomnianego. Mieli już prawie gotowy pomysł na przepis na to "coś" i byli pewni, że zgromadzili wszystkie unikatowe składniki.

"Gazeta Młodych" to specjalny projekt, który na łamach "Wyborczej" tworzą uczniowie szkół z Kujawsko-Pomorskiego. Publikujemy ich teksty. Masz temat? Napisz do nas TUTAJ.

Był rok 1920. W Młynach Rothera zrobiło się ponuro i szaro. Nikogo nie interesowała mąka, otręby ani kasza, robota zupełnie nie szła od kiedy Christian Von Rother porzucił swoje Młyny. Młodzi młynarze grali w karty, a myszy, które uciekły z Mysiej Wieży, harcowały po wielkich korytarzach.

Było tak przez całą zimę. Pewnego dnia, gdy już nadeszła wiosna, wszedł on – wysoki, smukły, blady jak mąka młody jegomość, pachniał świeżością i cynamonem, kontusz miał w kolorze cegieł, idealnie wpisywał się w otoczenie, dlatego dla rozbrykanych młynarczyków był niewidzialny. Nikt go nie zauważał, robił swoje. Pewnym krokiem, zlewając się z rdzawymi ścianami, snuł się po korytarzach w poszukiwaniu czegoś co nada sens jego życiu. Tylko myszy kruszwickie złośliwie wpatrywały się w niego i, przebierając łapkami w miejscu, pokazywały, że ma oddalić się w jakimś nieznanym kierunku.