Większość z nas doskonale zna to uczucie. Ktoś wrzuca relację, znajomi są na koncercie, a my chcemy za wszelką cenę do nich dołączyć. Podobnie z posiadaniem konta na Facebooku, Instagramie, LinkedIn. Czujemy lekki niepokój, że coś nas omija, jeśli nie jesteśmy zarejestrowani na każdej z tych platform. To nic innego jak FOMO - lęk przed pominięciem. To nie jest nowe pojęcie. Jak wskazuje bbc.co.uk, zjawisko to po raz pierwszy zostało nazwane w ten sposób w 2004 roku na łamach Oxford English Dictionary. Jednak czasy, w których social media dominują, szybko nadały mu większą skalę i tempo rozwoju. W rezultacie, wiele z nas żyje z poczuciem "powinnam/powinienem być tam teraz", nawet jeśli siły nam na to nie pozwalają, a chęci po prostu brak. Z każdej strony jesteśmy wręcz bombardowani komunikatami marketingowymi w stylu: nie może cię zabraknąć, musisz tu być, to ostatnia szansa, by dołączyć. Łatwo wpaść w pułapkę, że jeśli odpuścimy, wówczas coś ważnego nas ominie.

Zobacz wideo "Nie jestem trudną artystką. Jestem artystką przygotowaną". Natasza Urbańska w "Z bliska"

Coraz więcej osób ma dość bycia FOMO. Czas na POMO, czyli odpuszczanie bez poczucia straty

Mamy rok 2026. FOMO i towarzyszące mu uczucie "muszę być wszędzie" zaczyna męczyć coraz większą liczbę osób. Widać to doskonale na fali zyskującego coraz większą rzeszę zwolenników trendu określanego mianem POMO. Chodzi o odkrywanie, że celowe odpuszczanie wszędobylstwa to remedium, które zapewnia większy spokój niż gonienie za wszystkim naraz. Skrót ten można rozwinąć na dwa sposoby: Proud of Missing Out lub Pleasure of Missing Out.