Rok temu prezydentka Gliwic wypowiedziała umowę wynajmu lokalu klubowi Powstańcza. - Jestem ofiarą w tej sprawie i nie zamierzam tak tego zostawić - mówi właściciel.

Przypomnijmy, że lokal działał w podziemiach kamienicy. Prezydentka w swojej decyzji powoływała się na skargi mieszkańców wspólnot sąsiadujących z klubem Powstańcza oraz "bardzo niepokojące informacje ze służb", które stały się bezpośrednim powodem decyzji miasta o wypowiedzeniu umowy najmu na ten lokal.

- Lokal był wykorzystywany niezgodnie z umową, która mówi jedynie o celach gastronomicznych, nie ma pozwolenia na sprzedaż alkoholu, która odbywa się w lokalu, jest cała teczka skarg wspólnoty na działalność klubu, która była gromadzona od dłuższego czasu. Głośne, uciążliwe dla wspólnoty mieszkaniowej imprezy, które trwają do godzin porannych, prace remontowe w budynku bez zgody wspólnoty — to wszystko tylko niektóre zarzuty. Mimo kilku spotkań z najemcą także w zeszłym roku i jego pisemnej deklaracji o tym, że klub zacznie działać zgodnie z prawem, nic się nie zmieniło — mówiła po wydaniu decyzji prezydentka. Jak dodała, najemca nie zostawił jej wyboru.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.