Niektórzy siadają na ziemi, inni próbują się rozgrzać, część walczy z opadającymi powiekami. Rekordową frekwencję nocnego półmaratonu we Wrocławiu najlepiej widać wśród biegaczy z ostatniej strefy startowej - na swoją kolej czekamy prawie dwie godziny.
Ludzi jest tyle, że trudno przejść kilka metrów. Na schodach co chwilę tworzą się korki. Sieć komórkowa jest przeciążona i przestaje działać. O miejsce na rozgrzewkę niełatwo – ja wymachuję nogami między dwoma rzędami przenośnych toalet.
To efekt rekordowej frekwencji tegorocznego nocnego półmaratonu we Wrocławiu. Choć pakiety startowe zakupiło ponad 26 tys. osób, na trasę ostatecznie ruszyło ponad 21 tys. biegaczy. To mniej niż w Warszawie, która ma miano gospodarza największego półmaratonu w Polsce. Jednak to wciąż najlepszy wynik w historii wrocławskiego biegu.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Materiał promocyjny










