Wystarczy skręcić w jedną z bocznych, wąskich uliczek wileńskiego Starego Miasta, by uciec od gwaru. I właśnie do takiej, bardziej kameralnej stolicy Litwy Państwa zapraszam.
- Jak byś opisała teraz Wilno? - pytam Ingę, wilniankę, która od kilku lat mieszka w Gdańsku. Nieprzypadkowo, bo do stolicy Litwy wybieram się pierwszy raz.
- Wciąż jesteśmy postrzegani jako postsowieckie, trochę przestarzałe miasto, ten duch przeszłości gdzieś tam krąży, ale jesteśmy też artystyczni, otwarci i nowocześni. Na Starym Mieście Wilno się nie kończy - mówi Inga.
Uzbrojona w instrukcje od Ingi, lecę do Wilna. Ląduję po zaledwie 50 minutach od wylotu z Gdańska (o kilkanaście minut szybciej niż przewidziano). Lotnisko - jak się za chwilę okaże - jest świetnie skomunikowane z centrum miasta. Przejazd linią 88 zajmuje mi mniej niż 20 minut.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.














