Maja Chwalińska po życiowym sukcesie w Roland Garros walczy o najważniejszą "dziką kartę" w karierze. Czy mimo konserwatywnej polityki Wimbledonu zdoła przekonać organizatorów do przyznania jej przepustki do głównej drabinki? Analizujemy szanse naszej tenisistki w starciu z brytyjskimi zasadami i pytamy o zdanie ekspertów z Wysp.
Sukcesy Mai Chwalińskiej podczas tegorocznego turnieju Roland Garros rozbudziły nadzieje polskich kibiców tenisa na to, że nasza zawodniczka otrzyma zaproszenie do głównej drabinki Wimbledonu. Mimo znakomitej postawy na paryskich kortach, sytuacja zawodniczki w kontekście londyńskiego turnieju wielkoszlemowego pozostaje niejednoznaczna i zależy od wielu czynników, z których najważniejszy to konserwatywna polityka organizatorów z All England Club.
Problemem Chwalińskiej jest niefortunny zbieg terminów oraz stan rankingu na 19 maja, kiedy to oficjalnie zamknięto listy zgłoszeń do Wimbledonu. W tamtym momencie Polka nie znajdowała się w rankingu wystarczająco wysoko, aby zapewnić sobie bezpośredni awans do głównej drabinki - zajmowała 11. miejsce na liście startowej do kwalifikacji. W rankingu WTA, który zaktualizowany zostanie w poniedziałek, wciąż jest obecnie dopiero 114.








