- Chyba musisz ich zapytać. Nie mogę mówić w ich imieniu - odpowiedziała Maja Chwalińska. Tak zareagowała, gdy jeden z zagranicznych dziennikarzy formułując swoje pytanie, zaliczył ją do najlepszych tenisistek na świecie. Polka właśnie zagrała w finale Rolanda Garrosa, zarobiła duże pieniądze, ale ani myśli obrosnąć w piórka. Korespondencja z Paryża wysłannika Sport.pl, Łukasza Jachimiaka.
- Troszkę sobie popłakałam, bo chciałam zagrać dużo lepszy mecz. Ale z pewnością nigdy nie zapomnę tych trzech tygodni – mówiła Maja Chwalińska na konferencji prasowej po finale Rolanda Garrosa. W sobotę w Paryżu Polka przegrała 3:6, 2:6 z Rosjanką Mirrą Andriejewą. Ale nic dziwnego, że szybko doszła do siebie. I że nad rozczarowaniem górowała w niej duma.
To już stały obrazek z ostatnich dni – Chwalińska przyciąga mnóstwo ludzi, którzy chcą jej słuchać. Raz, że stała się sportowym objawieniem. Dwa – umie ciekawie mówić. Po finale Rolanda Garrosa największa sala konferencyjna w biurze prasowym znów wypełniła się reporterami z całego świata.









