Awans Mai Chwalińskiej do finału wielkoszlemowego Rolanda Garrosa to najbardziej romantyczna historia polskiego sportu. Jeśli chodzi o wynik i niepowtarzalny styl gry głównej bohaterki.
Gdyby przed startem paryskiego turnieju ktoś powiedział mi, że polska tenisistka dotrze do finału, wzruszyłbym ramionami. Iga Świątek wygrała Roland Garros cztery razy i, nawet w tym niełatwym dla niej roku, trudno ją było wykluczyć z grona faworytek. Można było też stawić na Magdę Linette, która w II rundzie wyeliminowała Jelenę Ostapenko. To była wielka przysługa dla Igi, której bilans z Łotyszką jest tak nieracjonalny (0-6). W III rundzie Świątek pokonała Linette i wydawało się, że możliwe jest wszystko. Do meczu z Ukrainką Martą Kostiuk w IV rundzie.







