Dziesiątki spraw, setki przesłuchań, absurdalne żądania - tak dziennikarze, aktywiści a czasem nawet politycy są zasypywani slappowymi pozwami. Sądy tylko się od tego zapychają, a pozwani zastraszeni tracą czas, pieniądze i ochotę do działania. Te czasy już się kończą. - Decydujące znaczenie ma to, czy pozew może wpływać na zakłócenie debaty publicznej - mówi o ustawie antyslappowej Adam Bodnar.
Małgorzata Kolińska- Dąbrowska: Jest pan prawnikiem, byłym Rzecznikiem Praw Obywatelskich, byłym ministrem sprawiedliwości, czyli może pan popatrzeć na te przepisy z kilku perspektyw. Ale zacznijmy od tego, co jest w tej ustawie najważniejsze?
Adam Bodnar, senator KO: - To, że daje możliwość, by sądy w sprawach cywilach mogły oddalać bez procedowania bezzasadne pozwy.
Czyli komu te przepisy mają służyć?
- Tak jak jest w tytule ustawy: ochronie uczestników debaty publicznej, czyli dziennikarzom, sygnalistom, społecznikom, blogerom. To mogą być także organizacje pozarządowe lub po prostu ci, którzy nie umieją milczeć, jeżeli źle się dzieje.










