Kadra wciąż traci bramki i znów nie wygrała, ale jednak na urlopy reprezentanci mogli się rozjechać w dobrych nastrojach dzięki strzałowi, który zaskoczył chyba nawet samego strzelca. Polska zremisowała z Nigerią w szczęśliwych okolicznościach, ale zasłużenie. Bo w porównaniu do porażki z Ukrainą to był znaczny krok naprzód.

„Wiśnia, czyś ty mi zwariował?!". Jan Urban, wtargnąwszy na murawę tuż po końcowym gwizdku meczu z Nigerią, był nie mniej zdziwiony niż niespodziewany bohater ostatniej akcji. Przemysław Wiśniewski, licząc ze wspólnym czasem w Górniku Zabrze, rozegrał u niego 44. mecz i właśnie strzelił pierwszego gola. Potężna bomba z 30 metrów pozwoliła reprezentantom Polski i kibicom na trochę uśmiechu, nim rozjadą się na urlopy. We wrześniu, gdy spotkają się ponownie, gra będzie już szła o punkty Ligi Narodów. Strzał oddany z braku lepszego pomysłu na zakończenie akcji nim sędzia gwizdnie po raz ostatni, ma duże znaczenie dla tej drużyny. Bo wyrywa ją ze szponów negatywnej narracji, która po niemal roku pracy już powoli zaczynała doganiać Urbana jak wielu jego poprzedników.