Śledczy namierzyli samochód, który prowadził Igor J. za pomocą nadajnika GPS. W trakcie procesu nie przyznawał się do popełnienia przestępstwa, ale sąd uznał go winnym.

W 2024 roku Igor J. miał 20 lat. Mieszkał w Wielkopolsce, tam pracował jako przedstawiciel handlowy. W delegacje jeździł firmowym Mercedesem.

Tak też było w mroźny, grudniowy poranek. Był czwartek, w całym kraju zapowiadano deszcz, na południu nawet deszcz ze śniegiem. Temperatura na Dolnym Śląsku sięgała zaledwie 4 stopni Celsjusza. W takich warunkach Igor J. jechał służbowym samochodem przez niespełna dwutysięczną wieś Rudna.

Po godz. 9 zauważył dziewczynkę, która szła wzdłuż drogi. Zmniejszył prędkość i zrównał się z nią. Otworzył okno. Później biegły psychoseksuolog wyda opinię, w której napisze, że Igor J. nie miał zaburzeń preferencji seksualnych. W mroźny poranek piątego grudnia był jednak sfrustrowany, chciał seksu. Pomyślał, że nadarzyła mu się okazja.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.