Wystarczyło 50 tysięcy zł łapówki, żeby otworzyć nowy kierunek studiów. Dyrektor w Polskiej Komisji Akredytacyjnej Artur G. wraz z księdzem według prokuratury mieli zrobić z tego dochodowy interes. Przynajmniej trzy prywatne uczelnie z Warszawy załatwiały u nich pozytywne opinie.
- Bez znajomości i korzyści nikt tam nic nie uzyska i większość szkół prywatnych by nie funkcjonowała - uważa Rafał K. Prokuratura zarzuca mu, że dawał łapówki urzędnikom Polskiej Komisji Akredytacyjnej za pozytywne opinie dla jego szkół. PKA to organ, który akceptuje otwieranie kierunków studiów na uczelniach wyższych.
Cała sprawa to jeden z wątków afery Collegium Humanum, choć raczej należałoby napisać, że to wątek główny, bo według prokuratury urzędnicy Polskiej Komisji Akredytacyjnej brali pieniądze od wielu prywatnych szkół wyższych z całej Polski. Dziennikarz wrocławskiej "Wyborczej" Marcin Rybak uzyskał zgodę sądu na wgląd do aktu oskarżenia, w którym prokuratorzy Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej szczegółowo opisują trwający przynajmniej kilka lat proceder. To ten sam akt oskarżenia, w którym prokuratura opisuje załatwianie fikcyjnych dyplomów ukończenia podyplomowych studiów MBA przez osoby związane ze światem polityki.










