Na ulicach płonęły rowery i śmietniki, w oczy gryzł czarny dym i gaz rozpylony przez policjantów, a grupa uciekających wyrostków omal nas nie stratowała. Starcia chuliganów z policjantami zakłóciły święto. Zwykli Paryżanie w sobotę cieszyli się z drugiego z rzędu triumfu PSG w piłkarskiej Lidze Mistrzów. Ale pod stadionem klubu nie mogli czuć się bezpiecznie. Korespondencja wysłannika Sport.pl, Łukasza Jachimiaka.

Rok temu 5:0 z Interem Mediolan, teraz wygrana po rzutach karnych (4:3, a 1:1 było po 90 minutach i dogrywce) z Arsenalem. Tak Paris Saint Germain pod wodzą Luisa Enrique weszło na szczyt i się na nim zadomowiło.

Właśnie w domu PSG oglądałem radość z tego najnowszego sukcesu. Obrazki spod stadionu Parc des Princes, położonego w sąsiedztwie kortów Rolanda Garrosa, gdzie trwa tenisowy French Open, zapamiętam na zawsze.

Czuliśmy się jak w skeczu Marcina Dańca

Około pół kilometra od stadionu Paris Saint Germain nie było ulicy, na której nie stałoby po kilkunastu uzbrojonych policjantów. Trwała pierwsza połowa finału Ligi Mistrzów, gdy pięcioosobową grupą złożoną z polskich korespondentów pracujących na Rolandzie Garrosie dotarliśmy na jedną z takich uliczek. Po pracy na kortach wyszliśmy z zamiarem obejrzenia meczu Paris Saint Germain z Arsenalem razem z kibicami z Paryża. To się nie udało. Jeśli tylko jakiś lokal transmitował mecz, miał już nadkomplet gości. Próbując wejść do środka przypominaliśmy sobie fantastyczny skecz Marcina Dańca, jak w jednym z klubów oglądał pojedynek pięściarski Andrzeja Gołoty z Lennnoksem Lewisem.