Przez kilka godzin w piątek 29 maja, po południu, strażacy ratowali pokryty strzechą Spichlerz, znany jako restauracja pod zamkowym wzgórzem, w jurajskim Olsztynie. Modrzewiowa budowla z XVIII w. jest jednym z najcenniejszych zabytków Szlaku Architektury Drewnianej województwa śląskiego.
Spichlerz przez wiele lat niszczał w spółdzielni rolniczej w podczęstochowskiej wsi Borowno. W 1996 r. za symboliczne 100 zł kupił ją Krzysztof Stacherczak, częstochowski przedsiębiorca i animator kultury. Zabytek rozebrano belka po belce: miał zostać złożony w Częstochowie, lecz Stacherczak nie dogadał się z właścicielami gruntów (myślał m.in. o parku miejskim pod Jasną Górą).
W 2001 roku aresztowano właściciela "sterty bezużytecznych desek" – jak to określała prokuratura, a kilka miesięcy później telewizja pokazała wyprowadzanego przez policję generalnego konserwatora zabytków, wcześniej wojewódzkiego w Częstochowie, Aleksandra Brodę, który zdaniem prokuratorów z Katowic miał za łapówkę pomóc wyłudzić 140 tys. zł dotacji na rozebranie i przewiezienie spichlerza z Borowna do jurajskiego Olsztyna. Sprawa o korupcję ciągnęła się 14 lat. Dopiero w 2014 roku Aleksandra Brodę ostatecznie oczyszczono prawomocnym wyrokiem. W areszcie tymczasowym spędził ponad rok. Za niesłuszny areszt wytoczył państwu proces, żądał 14 mln odszkodowania i zadośćuczynienia. Podczas jednej z rozpraw przez trzy godziny relacjonował swoje przeżycia z aresztowania i uwięzienia. Sądził, że po złożeniu wyjaśnień funkcjonariuszom, którzy stawili się w siedzibie generalnego konserwatora, wróci do pracy. Tymczasem podczas podróży do prokuratury w Katowicach (która prowadziła sprawę) słyszał w radiu o "aresztowaniu generalnego konserwatora zabytków Aleksandra B. w związku z zarzutami korupcyjnymi". Także przesłuchanie w Katowicach było wg Brody tak zorganizowane, by w przerwach zobaczył w telewizji migawki z zatrzymania oraz "kupę desek", czyli obiekt korupcji. Ostatecznie sąd przyznał w 2015 roku Aleksandrowi Brodzie 1 mln zł za niesłuszny areszt.















