Pierwszy nazistowski wiec, na który pofatygował się Sefton Delmer, nie zrobił na nim wrażenia. To był zapełniony raptem do połowy berliński Pałac Sportu, początek 1929 roku. 'Hitler grzmiał o owocach. 'Nam, Niemcom, nie przystoi jeść pomarańczy. Niczego, czego nie wyhodowaliśmy sami'. Oszołom - pomyślał sobie Delmer, i wyszedł'.

Ale gdy kilka miesięcy później skutki Wielkiego Kryzysu pieczętowały los Republiki Weimarskiej, Delmer - korespondent brytyjskiej prasy w Niemczech - już w pełni doceniał powab nazistów. Sposób, w jaki relacjonował ich dojście do władzy, zapowiadał nieprzeciętny temperament i innowacyjność - a po wybuchu wojny talenty Delmera zostały przez brytyjski wywiad użyte do siania dezinformacji i zwątpienia w szeregach wroga. Fortele, które stosował, szokująco wyprzedzały jego czasy, zapowiadając wszystkie pułapki ery social mediów.

W jaki sposób Peter Pomerantsev wpadł na trop Delmera? Raczej nie na uniwersyteckim kursie z historii, bo nawet w Anglii Delmer i jego nieortodoksyjny wkład w walkę z nazizmem nie mieszczą się w kanonie wiedzy powszechnej. Być może ten urodzony w 1904 roku w Berlinie i perfekcyjnie dwujęzyczny Australijczyk zainteresował Pomerantseva pokrewieństwem z jego własną płynną tożsamością. Najważniejsze, że choć tytuł tej sensacyjnej wręcz książki sugeruje opowieść wyłącznie o III Rzeszy, Pomerantsev pisze o zjawiskach, z którymi mamy do czynienia tu i teraz. O hybrydowych wojnach informacyjnych oraz wyrafinowanych, wielowarstwowych manipulacjach, których ofiarami masowo padamy, czasem nieświadomie, ale zwłaszcza gdy jest to dla nas wygodne.