Wyroki NSA w moich sprawach to kolejne zwycięstwa obywatela nad państwem. Ale dlaczego obywatel musi walczyć z państwem?
Wyborcza to Wy. Piszcie: listy@wyborcza.pl
Jest wiele różnorodnych określeń państwa, najczęściej jako suwerennej organizacji politycznej społeczeństwa zamieszkałego określone terytoria, posiadającego aparat władzy oraz zdolność do nawiązywania stosunków międzynarodowych. Konstytucja RP z 6 kwietnia 1997 r. określiła, że ma to być „państwo wspólne, państwo silne i bezpieczne dla obywateli, zdolne do zaspokajania potrzeb Polaków".
Prezydent Lech Kaczyński użył bardzo ciekawego określenia: „gdy mówimy o państwie w całości, tym dobrem wspólnym jest dobro Polski, dobro narodu". Bardzo oryginalna była natomiast wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego – będziemy mieli silne państwo i zniszczymy tych ludzi – co zabrzmiało już groźnie. Ja bym jednak pozostał przy państwie demokratycznym, szanującym prawa obywateli.
Naród uznawany jest za Suwerena, czyli źródło władzy w państwie, ale czasami definiowany jest jako swoisty „byt prawny", który legitymizuje działania organów państwowych. Te dwa bardzo często skonfliktowane byty nie mogą jednak istnieć bez siebie. Dlatego w państwach demokratycznych, aby uniknąć zbędnych konfliktów, starano się doprowadzić do jawności działań rządów poprzez informacje o jego pracach, działaniach i ich rezultatach, co nazywa się komunikacją społeczną.















