Oglądając serial "Spider-Noir", zastanawiałem się, po co właściwie angażować Nicolasa Cage'a. Kilka odcinków później dostałem odpowiedź.
Ustalmy jedno: Nicolas Cage dawno przestał być po prostu aktorem, a nawet zdobywcą Oscara. Za sprawą mieszanki ekscentryzmu, przesadnej ekspresji czy wątpliwych wyborów zawodowych stał się w Hollywood osobnym gatunkiem, popkulturowym zjawiskiem.
Doskonale rozumiał to Tom Gormican, reżyser „Nieznośnego ciężaru wielkiego talentu". Cage zagrał u niego przerysowaną wersję siebie: zapomnianego gwiazdora, który łapie chałturę, by wyjść z długów. Kristoffer Borgli poszedł o krok dalej – w „Dream Scenario" obsadził aktora w roli sfrustrowanego wykładowcy, nawiedzającego ludzi w snach. Nie mógł lepiej trafić. Cage doskonale wie, co to znaczy stracić kontrolę nad własnym wizerunkiem. Przekonał się o tym boleśnie, gdy któregoś dnia wpisał swoje nazwisko do wyszukiwarki i odkrył, że stał się memem.
skrót wydarzeń dnia
kalendarium











