Narodowość polskiego kierowcy, który pozbawił życia niemieckiego policjanta, jest za Odrą powszechnie znana. Ale nikt z odpowiedzialnych ludzi, polityków i decydentów w Niemczech nie próbował zbić na tym kapitału politycznego.
Autor jest adwokatem, dr. nauk prawnych, tekst pochodzi z jego mediów społecznościowych
W piątek, 22 maja 2026 r. polskie media zagotowały się za sprawą ukraińskiego influencera, który corvettą wjechał w Tatrach w niedostępny dla aut rejon Morskiego Oka. Już w zielonoświątkową sobotę pojawiły się pełne oburzenia reakcje samego premiera, ministra spraw wewnętrznych, policji i szeregu innych instytucji i osobistości.
W ekspresowym tempie „bezczelny i bogaty Ukrainiec" został de facto wydalony z kraju przez najwyższe władze RP z zakazem ponownego wjazdu i zapowiedzią surowych konsekwencji wobec tego typu zachowań. Nie była to jednak reakcja na sam czyn – machina ruszyła ewidentnie pod presją mediów społecznościowych i chyba również doradców od wizerunku.
Przy tej okazji skojarzyła mi się inna historia…












