Gigantyczny pożar na Roztoczu pochłonął ponad tysiąc hektarów lasu. Leśnicy planują wycinki i odnowienia, ale naukowcy apelują: część pogorzeliska trzeba zostawić naturze.
Ogromny pożar na Roztoczu wybuchł 5 maja, w czasie akcji ratowniczej zginął 65-letni pilot gaśniczego Dromadera. Akcji nie pomagała pogoda, bo silny wiatr szybko rozprzestrzeniał ogień. Wielka chmura dymu pojawiła się m.in. nad roztoczańskim miasteczkiem Józefów.
W kulminacyjnym momencie w akcję gaśniczą zaangażowanych było ponad tysiąc osób, w tym strażaków, leśników, policjantów i żołnierzy obrony terytorialnej. Do gaszenia pożaru wykorzystano także śmigłowce, w tym policyjne Black Hawki i samoloty gaśnicze. Te działania trwały tydzień.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Materiał promocyjny












