Ile można szaleć, budzić się z bólem głowy w cudzym mieszkaniu i z lekkim niepokojem sondować wspomnienia z ubiegłego wieczoru? Narratorka tej książki zadaje pytania, które dobrze znamy.
„Dolly, pewnego dnia wylądujemy w domu starców. Będziemy siedzieć wynudzone na śmierć i gapić się w kocyk na kolanach. Jedyne, co nam wtedy pozostanie, to uśmiechać się do tych wspomnień".
Książka Dolly Alderton, brytyjskiej pisarki, scenarzystki i dziennikarki, to pamiętnik imprezowych przygód z dekady najbardziej intensywnej młodości, czyli okresu między 20. a 30. rokiem życia.
Autorka jest białą dziewczyną z wyższej klasy średniej, wychowaną na przedmieściach Londynu. Urodziła się w roku 1988 - w sam raz, żeby w pełni skorzystać z epoki cool Britannia, kiedy cały świat słuchał Pulp, Blur, Oasis i Spice Girls, opłakiwał Dianę, czytał „Dziennik Bridget Jones" i kibicował Manchesterowi United.
Klub Gazety Wyborczej






