Wielopokoleniowy dom-tężnia, który wtopił się w las Z czego składa się dom: cztery ściany, dach, ewentualnie ogródek - co tu kombinować? Okazuje się, że pola do popisu jest całkiem sporo, a największą inwencją twórczą wykazują się oczywiście architekci, dla których korespondencja pomiędzy pomysłem, a możliwościami otoczenia to chleb powszedni.Ten dom zaprojektował mój tata, Bogdan Kulczyński - a kiedy architekt projektuje dom dla siebie, ma znacznie większą swobodę, bo nie ogranicza go inwestor. Chciał, żeby ten budynek nie był dominującą bryłą, żeby mimo swojej naprawdę masywnej kubatury nie zdominował lasu, w którym się znajduje.- opowiada Joanna Kulczyńska, która wraz z ojcem prowadzi studio projektowe. W tym tandemie twórczym praca jest jasno podzielona - ona zajmuje się domami jednorodzinnymi, Bogdan - architekturą kubaturową.
Dobrze nam się razem pracuje, bo myślimy o estetyce w podobny sposób. Przy projektowaniu naszego domu bardzo ważna była dla niego sama forma - chciał wprowadzić do przestrzeni coś trochę innego, bardziej ustronnego w wyrazie. Stąd pomysł na elewację i całą bryłę - z jednej strony wpisaną w leśny kontekst, a z drugiej taką, która "bawi się" formą, nawet wodą, używając jej w sposób trochę inny, niż jesteśmy przyzwyczajeni.Marzeniem Bogdana Kulczyńskiego było stworzenie rzadkiego już w dzisiejszych czasach konceptu - domu wielopokoleniowego. I rzeczywiście - w pewnym momencie mieszkały tam aż 4, od prababci po prawnuka. Nawet w tamtym momencie każdy miał swój kąt - dom od wewnątrz przypomina system naczyń połączonych.Jest dwurodzinny, podzielony tak, że funkcjonuje trochę jak dwa bliźniaki - każda rodzina ma swoją autonomiczną część. Mamy do dyspozycji też przestrzeń wspólną, ukryta za częścią z tężnią właśnie - to taki nasz rodzinny salon, miejsce, które należy zarówno do mojej części domu, jak i do części mojego taty. Tam odbywają się wszystkie święta, większe spotkania, przyjęcia. Ten salon jest połączony z resztą domu takim specyficznym łącznikiem, w rodzaju holu, z którego wchodzi się do dwóch osobnych części. Te z kolei są już widoczne od strony ogrodu, gdzie dom ma już spokojniejszą drewnianą elewację.Rzeczywiście - kilka pokoleń zmieści się tam bez najmniejszego problemu, bo do dyspozycji rodziny Kulczyńskich jest kilkaset metrów kwadratowych. Nie tylko z zewnątrz dom wygląda niezwykle - i w jego wnętrzu - pojawiło się mnóstwo ciekawych rozwiązań, na czele ze spektakularną, dwukondygnacyjną ścianą biblioteczną oraz kolekcją pięknych przedmiotów zebranych przez mamę Joanny, która zajmowała się sztuką. Kwestia garażu również została rozwiązana w innowacyjny sposób - by nie "przeorać" malowniczej działki klasycznym zjazdem, właściciele zdecydowali się na bardziej przemysłowe rozwiązanie - windę samochodową. Na co dzień pozostaje ona zupełnie niewidoczna, skryta pod trawiastym dachem. Dopiero, kiedy samochód wjeżdża do garażu, platforma opuszcza się do podziemi. Dzięki temu auta parkują bezpośrednio pod budynkiem, a teren wokół pozostaje nienaruszony.Zależało nam też na czymś, co w naszym zawodzie wcale nie jest takie oczywiste - żeby ten dom nie był przeglądem wszystkich dobrych pomysłów, jakie kiedykolwiek widzieliśmy. To trochę choroba architektów: ciągle trafiamy na nowe, świetne rozwiązania, materiały, inspiracje i łatwo wpaść w pułapkę „wszystkiego naraz". A my chcieliśmy dom, który będzie w swojej istocie minimalistyczny - nawet jeśli jego forma jest bardziej scenograficzna. W środku jest więc dość prosto, naturalnie, wykańczaliśmy ograniczoną paletą materiałów.Te same materiały powtarzają się w różnych miejscach, żeby nie mnożyć efektów. Gałązki tarniny z tężni są również umieszczone między mlecznymi szybami w drzwiach, a biały i czarny kamień przewija się w dosłownie całym domu: raz jako blaty, raz jako podłogi, innym razem jako elementy elewacji. Podobnie drewno - czy to w drzwiach, czy w belkach, z których powstała obudowa kominka.







