Kto zajmie się równością, mniejszościami, skoro najbardziej zbuntowane i pyskate odeszły? Amerykańskie korporacje - pisze w korespondencji z USA Radosław Leniarski ze Sport.pl.

Kansas City na was czeka – to znaczy na kibiców piłki (gdybyście tylko chcieli wydać 50 tys. złotych na przyjazd do USA na kilka meczów). Przyjmie was z wdzięcznością, bo wie, że nie ma atutów jak Kalifornia czy Nowy Jork, nie ma plaż, nie ma gór, a wokół jest płasko jak stół. Ale starają się jak cholera. Budują, betonują, asfaltują, malują. Na muralach hasła "Witamy Świat", wszędzie piłkarskie graffiti – ludzie tu są naprawdę dumni ze swojego miasta i z tego, że mogą gościć mundial. Nawet za transport na mecz zapłacisz grosze (w odróżnieniu od innych miast). Gdy w Nowym Jorku widzisz człowieka w t-shircie "I love NY" z serduszkiem, wiesz, że to turysta. Gdy tutaj zobaczysz kogoś w koszulce "Kansas City", masz pewność, że to tutejszy. Że to mieszkaniec niedocenianego Midwestu, który owszem, głosował na Trumpa, ale dlatego, że wybrał tradycję, rodzinę i kulturę Środkowego Zachodu takimi, jak je rozumie.