Szczerze podziwiam Piotra Rutkowskiego za odwagę i charakter. Z prezesa Lecha drwiła cała Polska, a w Poznaniu był persona non grata. Teraz może chodzić po mieście z wysoko uniesioną głową, bo udało mu się osiągnąć coś więcej niż trzy mistrzostwa w pięć lat - pisze Filip Modrzejewski ze Sport.pl.

Jest maj 2018 r. Mistrzem Polski trzeci raz z rzędu zostaje Legia, pieczętując tytuł w ostatniej kolejce - w Poznaniu, na stadionie Lecha. Robi to, zdobywając trzy punkty na skutek walkowera, albowiem mecz przy stanie 0:2 w akcie sabotażu przerywają poznańscy kibice. Wywieszają transparent: "Mamy k***a dosyć", a prezesa i właściciela Piotra Rutkowskiego nawołują do - mówiąc dyplomatycznie - jak najszybszego opuszczenia klubu.

Trudno wyobrazić sobie większe upokorzenie, ale wywołany do tablicy Piotr Rutkowski dwa dni później pojawia się na konferencji prasowej i wygłasza monolog, który przeszedł do historii polskiej piłki. - Do wszystkich, którzy w niedzielę na stadionie wołali "Rutkowski, wyp***alaj", chcę powiedzieć jedną rzecz: ja się nie poddam, ja będę walczył dalej. Będę walczył dalej, ja się nigdy nie poddam! My się nie poddamy! Mówię to w imieniu moim oraz w imieniu wszystkich pracowników klubu. My będziemy walczyć dalej.