"Burza" wokół Mai Ostaszewskiej to bardziej coś jak burza wywołana sztucznie w filmie niż autentyczne poruszenie całej Polski, która, jak wiemy, nie kupuje butów i torebek ze skóry, a znane marki ledwie zipią wykończone obywatelskimi bojkotami.

Na aktorkę Maję Ostaszewską wylał się hejt za to, że jako zadeklarowana obrończyni praw zwierząt i wegetarianka wystąpiła w reklamie znanego producenta obuwia i galanterii, który w swojej ofercie ma 30 proc. produktów z naturalnej skóry.

Chciałabym przy tej okazji dać Państwu kilka punktów pod rozwagę, gdyż sądzę, że czas na refleksję nastał dla nas wszystkich najwyższy.

Przede wszystkim, zdajmy sobie sprawę, że nie ma tu żadnej prawdziwej afery i nie jest tak, że "Polska wrze" z powodu rzekomej hipokryzji Ostaszewskiej oraz że "nie milkną echa" niesławnego występu znanej aktorki. Ostaszewska współpracę reklamową ogłosiła 30 marca i nikt, dosłownie nikt, nie zająknął się wówczas na temat braku etyczności tego działania.

Materiał promocyjny