Ministerstwo Zdrowia nie chce tracić lekarzy ze Wschodu, Naczelna Izba Lekarska domaga się ich wykreślenia z rejestru. Oficjalnie chodzi o bezpieczeństwo pacjentów i znajomość języka. Ale ten spór ma też inny wymiar, który dotyczy przyszłego układu sił i miliardów złotych w ochronie zdrowia
Spór między Ministerstwem Zdrowia a Naczelną Izbą Lekarską (NIL) o certyfikaty językowe dla lekarzy z Ukrainy to tylko fragment szerszej walki o kontrolę nad rynkiem pracy. Pod spodem toczy się gra o to, ilu medyków faktycznie potrzebujemy i kto będzie dyktował warunki ich zatrudnienia za dekadę czy nawet dwie.
W centrum obecnego sporu znajduje się grupa około tysiąca lekarzy spoza Unii Europejskiej, głównie z Ukrainy, którzy weszli do polskiego systemu na uproszczonych zasadach w czasie pandemii i wojny. W poniedziałek przewodniczący Naczelnej Rady Lekarskiej ogłosił, że izba nie będzie stosowała się do zaleceń ministerstwa i od 1 maja lekarze, którzy nie przedstawili certyfikatu znajomości języka polskiego na poziomie B1, będą wykreślani z rejestru.
skrót wydarzeń piątku
kalendarium













