Najbardziej bulwersującą sprawą w całym wywodzie Marcina Matczaka o uznaniu małżeństw jednopłciowych jest jego "strategia".

Powiedziałem sobie niedawno, że na szkodliwe felietony Marcina Matczaka po prostu nie warto odpowiadać polemikami. Właściwie tam, gdzie pojawia się kwestia łamania praw, wszystko można załatwić prostym diagramem:

Czy to uderza w prawa człowieka, prawa albo choćby przywileje samego Matczaka?

Jeśli odpowiedź brzmi TAK, to jest to bolszewizm, faszyzm, koniec świata w ciapki i skandujemy Kons-TY-tuc-JA!

Jeśli jednak odpowiedź brzmi NIE, to wtedy wujek dobra rada mówi: lepiej nie ruszać, nie majstrować, nie czas po temu, dajcie spokój z tymi prawami człowieka akurat teraz, to woda na młyn skrajnej prawicy, może w 2075, a w ogóle Jordan Peterson.