7 września 2026, 07:38
Skrajnie prawicowa i populistyczna partia Alternatywa dla Niemiec (AfD) wygrała wybory do landtagu w Saksonii-Anhalt. Według niemieckiej pracy jest to nie tylko historyczne wydarzenie, ale także sygnał alarmowy dla kanclerza Friedricha Merza.
Fot. REUTERS/Fabrizio Bensch
Wynik wyborów w Saksonii-Anhalt jest "ostatnim ostrzeżeniem dla kanclerza Friedricha Merza i demokratycznego centrum w Niemczech" - pisze Christian Tretbar w stołecznym "Tagesspieglu". Komentator wyraża zdziwienie, że wyborców nie zniechęcił do AfD fakt, iż partia jest uznawana za skrajnie prawicową, a jej kandydaci mieli powiązania ze Stasi, byli na bakier z prawem i mieli kontakty ze środowiskiem neonazistów. "Dla wyborców nie miało to żadnego znaczenia" - zaznaczył Tretbar.
Wyborcom chodziło najwidoczniej nie o fakty, o program czy konkretne projekty, lecz o "emocje i sprzeczne ze sobą tęsknoty", a w szczególności o tęsknotę za "odwróceniem biegu wydarzeń w sposób gwałtowny i zasadniczy". Paradoksem jest - według autora - że równocześnie wyborcy szukają bezpieczeństwa, przy czym nie wiadomo, do jakiego okresu w przeszłości się odwołują. Do lat 90. z rekordowym bezrobociem, czy do czasów NRD z pustymi półkami w sklepach i ulicami pełnymi dziur?
















