Drużynowy Puchar Świata jest rozgrywany obecnie co trzy lata. W ostatniej edycji - w 2023 roku we Wrocławiu - triumfowała reprezentacja Polski. Przed rozpoczęciem tegorocznego turnieju wiedzieliśmy, że Biało-Czerwonych czeka trudne zadanie. Mocne składy mają Duńczycy i Australijczycy. Ci drudzy co prawda przyjechali do Warszawy bez kontuzjowanego Jacka Holdera, lecz nie zmienia to faktu, że i tak dysponują ogromną mocą.

Zobacz wideo Ranking kiełbasek żużlowych, czyli gdzie na żużlu warto zjeść

Australia potwierdziła mistrzowskie aspiracje

I to potwierdziła pierwsza seria startów. Występujący w żółtych kaskach Australijczycy miażdżyli swoich przeciwników. Wszyscy wygrali swoje wyścigi i mieli zatem 12 punktów. Polacy nie nawiązywali z nimi walki, a zaskakujące było to, co wydarzyło się w czwartej gonitwie. Wówczas Bartosza Zmarzlika pokonał nie tylko Max Fricke, ale również Adam Ellis. Zastanawiająca była fatalna postawa reprezentacji Danii. Punkty do mety w tej kadrze dowiózł tylko Mikkel Michelsen (dwa "oczka" w trzecim biegu).

Druga seria zakończyła się zwycięstwem Zmarzlika, który wyprzedził na dystansie Brady'ego Kurtza. Pojawiła się też pierwsza "zerówka" u Australijczyków, bo w piątej gonitwie ostatni był Max Fricke. Tak czy inaczej, ekipa z Antypodów powiększyła nad nami przewagę do ośmiu punktów względem pierwszej serii. My natomiast marzyliśmy o złocie, a musieliśmy oglądać się na Wielką Brytanię i Danię. Ci pierwsi dość niespodziewanie liczyli się w walce o medal. Zgodnie z przewidywaniami świetnie punktował Robert Lambert, a swoje dokładali też inni.