"Talerzyk" za Superpuchar Polski w sezonie 2026/27 trafił w ręce piłkarzy Lecha Poznań. Kolejorz pokonał Górnika Zabrze przed własną publicznością 3:1 i przed bojem o Ligę Mistrzów ma powody do optymizmu. Z dobrej strony zaprezentowali się nowi gracze, choć do siatki trafiali starzy dobrzy znajomi - Antoni Kozubal, Mikael Ishak i Pablo Rodriguez. Wnioski do wyciągnięcia mają Górnicy, choć i tak mniejsze niż zgnębiony przez kibiców obu drużyn PZPN z Cezarym Kuleszą na czele. Organizacja tego spotkania pozostawiała wiele do życzenia.

Trudno było oczekiwać, żeby mecz o Superpuchar Polski będzie wielkim hitem organizacyjnym. Polski Związek Piłki Nożnej od początku zrobił wszystko, żeby obok starcia inaugurującego sezon 2026/27 na naszych boiskach każdy przeszedł obojętnie.

PZPN robił wszystko, by obrzydzić mecz o Superpuchar Polski

Problemy piętrzyły się od miesięcy – począwszy od zamieszania z lokalizacją, którą chciano przenieść do Wrocławia, czego ostatecznie nie zrobiono. Następnie pojawiły się kolejne kwiatki w postaci wprowadzenia nowych przepisów do gry, o czym Lech i Górnik poinformowane zostały na kilkadziesiąt godzin przed pierwszym gwizdkiem.

- Przed wejściem do sali konferencyjnej dowiedziałem się, że PZPN poinformował klub na dzień przed meczem, że w jego trakcie będą obowiązywały wszystkie nowe przepisy, które "zadebiutowały" na mundialu. Poza suchą informacją nie otrzymaliśmy żadnej prezentacji, ani nie odbyliśmy żadnego szkolenia. Oczekiwałbym, że w takiej sytuacji przyjedzie sędzia, przeprowadzi szkolenie z drużyną i wytłumaczy, z czym nowe zasady będzie się jadło. A odpowiedzialny za wprowadzenie i przestrzeganie tych zasad jest kierownik drużyny, który nie jest sędzią i nie ma kompetencji, by wykładać przepisy gry, nie odpowie na wiele pytań zawodników, na które mógłby odpowiedzieć tylko sędzia – mówił wyraźnie poirytowany trener mistrzów Polski Niels Frederiksen na przedmeczowej konferencji prasowej.