Przez ostatnie miesiące wychodziła z domu głównie z wózkiem, torbą pieluch i listą rzeczy, których broń Boże nie wolno zapomnieć. Tym razem zabiera tylko telefon i klucze. Partner zostaje z dzieckiem, a ona jedzie na konsultację. Teoretycznie przyjeżdża z powodu cieni pod oczami oraz cery, która po ciąży stała się ziemista i bardziej reaktywna. Kiedy jednak siada w gabinecie, okazuje się, że równie ważne jak zabieg, są spokojna rozmowa i chwila, w której nikt niczego od niej nie chce.

Zapytałam lek. dent. Ewę Kusibę-Foryt, zajmującą się medycyną estetyczną, oraz Karolinę Orłowską, kosmetolożkę specjalizującą się w terapii skóry problematycznej, czego świeżo upieczone mamy szukają w gabinetach. Obie przyznały, że przebarwienia czy zmęczenie wymalowane na twarzy rzadko oznaczają pragnienie wielkiej metamorfozy. Częściej stają się impulsem, aby po miesiącach skupienia na dziecku ponownie dostrzec także własne potrzeby.

Zobacz wideo

"Chcę znowu wyglądać jak ja". Ale nie chodzi o cofanie czasu

Młode mamy najpierw mówią o tym, co widzą w lustrze. O podkrążonych lub bardziej zapadniętych oczach, wyraźniejszych zmarszczkach i zmienionym owalu. Po miesiącach snu przerywanego płaczem dziecka zmęczenie nie znika nawet po nieco lepszej nocy. Nie każda marzy jednak o powrocie do stanu sprzed ciąży ani o odjęciu sobie lat. - Zwykle nie chodzi o to, żeby wyglądać młodziej, tylko żeby znowu wyglądać bardziej świeżo i wypoczęcie - mówi Ewa Kusiba-Foryt.