Przypominamy artykuł, który ukazał się w marcu 2026 roku.

Adopcja jest świadomym wyborem rodzicielstwa, na który nie wszyscy mają odwagę się zdecydować. Ula Korycińska (nazwisko zmienione na prośbę), jak sama przyznała w rozmowie z naszym portalem, chociaż miała wspaniałego i bardzo wspierającego męża, czuła, że bez dziecka jest "wybrakowana". - Nie potrafiłam pójść dalej, bo czułam, że tkwię w zawieszeniu. Co miesiąc podczas okresu przeżywałam od nowa żałobę po dziecku, którego nie miałam. To mnie niszczyło i odbiło się na moim zdrowiu, związku, poczuciu własnej wartości - opowiada. Ula i jej mąż Sebastian, podjęli trudną decyzję, która miała rzutować na całe ich życie. I tak trafili na Olę, dwuipółletnią dziewczynkę z zespołem FAS. Znali jej historię, wiedzieli,o tym, że jest w pewnym sensie "naznaczona" wyborami swojej matki, a mimo zdecydowali się właśnie na nią.

W rozmowie z nami Ula opowiada nie tylko o cieniach, ale przede wszystkim blaskach swojego macierzyństwa. - Jest dużo trudności, ale jest też powiedzenie 'to, co trudne, daje nam większą satysfakcję i jest najbardziej wartościowe'. Moja córka dla nas jest wyzwaniem. Ciągle muszę się rozwijać, odkopywać pokłady cierpliwości, zrozumienia, szukać rozwiązań, balansu. Myślę, że to dla każdego człowieka jest ważne - opowiada Ula. Iść powoli, ale ciągle do przodu. Tutaj jest krok do przodu, dwa w tył i tak w kółko. Jest też druga strona, ten kontakt. Są uczucia. Obie się rozwijamy, każda w swoim tempie - dodaje.