Wielu dzikich ziół już się nie święci - bo zniknęły z łąk. W bukietach widać nawłoć, która niepohamowanie się rozprzestrzenia i wypiera inne rośliny.

Łukasz Łuczaj, botanik i popularyzator wiedzy o ziołach dziko rosnących, poświęcił roślinom zbieranym na na święto Matki Boskiej Zielnej (którą nazywa "Zielna") kilka lat. W tym czasie razem z rodziną i studentami sfotografował i opisał cztery tysiące bukietów, które ludzie przynosili do kościołów. - Ten średniowieczny zwyczaj święcenia ziół przetrwał prawie tylko w Polsce, a zanikł w wielu krajach, m.in. w Anglii, Niemczech, na Słowacji czy w Czechach - opowiada.

Badania prof. Łuczaja zaczęły się od paluszków Matki Boskiej. Zaciekawiła go ta ludowa nazwa, nie wiedział, jaką roślinę określa, dopiero później ustalił, że to wierzbówka kiprzyca. Jej liście widocznie kojarzyły się ludziom z palcami, stąd takie określenie, a kolejne, anielskie włosy, wzięło się od puchu na nasionach. Inne, ludowe nazwy roślin przynoszonych do kościołów, są jak dla mnie zbyt lukrowane, ale prof. Łuczaja rozbawiły: pantofelki Matki Boskiej, trzewiki Pana Jezusa czy też jabłuszka Pana Jezusa. Tą ostatnią nazwą określano rzepik pospolity, bo jego fragmenty przypominały ludziom jabłka, a i zioło po zaparzeniu ma jabłkowy posmak.