Dla większości odwiedzających Auschwitz-Birkenau jest miejscem historii, której ogrom trudno sobie wyobrazić. Dla mnie jest to święte miejsce pamięci o bliskich rodzin należących do mojej religii, którzy zostali zamordowani podczas Zagłady. Przez lata miałem zaszczyt słuchać ocalałych i członków ich rodzin opowiadających swoje historie. Stojąc tam, czułem ciężar tych opowieści.
Reuven H. Taff jest byłym przewodniczącym Sacramento Board of Rabbis i emerytowanym rabinem Mosaic Law Congregation. Jego komentarze ukazywały się m.in. w "The Wall Street Journal", "The Sacramento Bee", "USA Today" i "San Francisco Chronicle".
Wyborcza to Wy. Piszcie: listy@wyborcza.pl
Każdy, kto przyjeżdża do Polski, przybywa z inną historią. Jedni przyjeżdżają jako uczniowie. Inni jako historycy. Jedni dlatego, że ich dziadkowie przeżyli. Inni dlatego, że ich dziadkowie nigdy stąd nie wyjechali. Każdy ma prawo pamiętać na swój własny sposób.
Zanim przyjechaliśmy do Polski, nurtowały mnie pytania, z którymi zmagałem się od lat. Wiedząc, że niektórzy Polacy kolaborowali z niemieckim okupantem, zastanawiałem się, jak będę się czuł, podróżując po Polsce. Nie wiedziałem, czego się spodziewać. Te pytania towarzyszyły mi, gdy wchodziliśmy na teren Auschwitz-Birkenau.







