Berek nie jest politykiem z partyjną legitymacją, ale należy do kręgu zaufanych premiera. Prawnicy wywodzący się opozycji żartowali, że będzie pierwszą osobą, która ewakuuje się z rządu Tuska przed zbliżającymi się rozliczeniami, które nastąpią po wyborach.

Maciej Berek, postać z politycznego zaplecza Tuska, chce zmienić pracę w rządzie na Trybunał Konstytucyjny. Premier ogłosił, że wyraził warunkową zgodę na odejście Berka z KPRM i wystawienie go jako kandydata do instytucji, w której wpływy wciąż trzyma PiS.

Berek jest radcą prawnym, legislatorem (był w przeszłości szefem RCL), a także doktorem nauk prawnych na WPiA UW w katedrze prawa konstytucyjnego. W przeszłości startował w wyborach do Sejmu w 2005 r. z list Platformy Obywatelskiej, ale bez powodzenia. Za rządów koalicji PO-PSL był szefem Rządowego Centrum Legislacji, sekretarzem Rady Ministrów. Organizował wtedy Tuskowi rządowe zaplecze, w 2023 r. wrócił więc w podobnej roli. Został szefem komitetu stałego Rady Ministrów, miejsca, przez które – nim wejdą do Sejmu – przechodzą rządowe projekty ustaw. Koordynował pracę resortów, pracował też nad przepisami deregulacyjnymi oraz przywracającymi praworządność. Od lat jest nie tylko urzędnikiem, ale także człowiekiem Tuska, który wprost mówi o nim jako swej "prawej ręce".