Drużyna, która nie ma wielkich artystów, ale takich, którzy fortepian niosą razem. To, co rzutem na taśmę wystarczyło na 5. miejsce w Ekstraklasie i wślizgnięcie się do europejskich pucharów, nie wystarczyło na Europę. GKS wprawdzie pokonał w Katowicach Hapoel Tel Awiw 2:1, ale odpadł z dalszej gry o Ligę Konferencji. Profity, które dawała nam dobra pozycja w rankingu UEFA, mogą zamieniać się w... szkody.
- To mocni wojownicy, o mocnym charakterze, określonej wartości, którzy ten "fortepian" niosą razem. Zawsze bazowałem na zespołowości - mówił TVP Sport na otwarcie tego sezonu trener Rafał Górak. Sezonu, który dla GKS-u zaczął się słodko-gorzko. Wygrane przeplatane są porażkami. Chimeryczność klubu widać od dawna. Dała się ona we znaki także w dwumeczu z Hapoelem Tel Awiw. Po porażce 0:2 na wyjeździe, u siebie Katowiczanie zagrali dużo lepiej. Zresztą tak słabego jak tydzień temu meczu z ekipą z Izraela nie dało się chyba powtórzyć. Na niewiele się to jednak zdało. Skończyło się pyrrusowym zwycięstwem 2:1.
Wyjazd i Bukowa. Dwa światy GKS-u
Chociaż po pierwszym meczu, rozegranym na Węgrzech w Miszkolcu, GKS Katowice był rozbity, z każdym dniem się budował. Przecież gra "w delegacji", a na nowej Bukowej, to dwa różne światy. U siebie "GieKSa" miała passę dziesięciu meczów z rzędu bez porażki w lidze, do tego trzeba doliczyć dwa w Pucharze Polski i jeden w europejskich pucharach. To był mecz z MSK Żylina. Po pierwszym spotkaniu ze słowackim rywalem też trzeba było przecież odrabiać straty. Udało się. Po 1:2 na wyjeździe udało się wygrać 3:1 w Katowicach.






