O europejskie puchary zagra świeżak, niedawno pamiętający smak II ligi. Zeszłoroczny zdobywca Pucharu Polski był jednocześnie blisko spadku i gry w Lidze Konferencji. A tegoroczny zdobywca Pucharu zagra o Ligę Mistrzów, nie będąc mistrzem ligi. Spada zaś drużyna, która kilka tygodni temu biła się o podium. Ten galimatias pasuje tylko do jednej ligi. Do Ekstraklasy.
W poprzednim sezonie 42 punkty. Dwa lata temu - 39. Jeszcze wcześniej - 52. W obecnych rozgrywkach? Raptem 26. Tylko tyle punktów dzieliło w sezonie 2025-26 mistrzów Ekstraklasy od spadkowiczów. Jeszcze nigdy granica między łzami szczęścia i smutku nie była tak niewyraźna. Nawet sztuczne dzielenie punktów, które funkcjonowało dekadę temu, nie spłaszczało tabeli tak, jak spłaszczyły ją wydarzenia tego sezonu. Cieszyć się czy martwić? Uśmiechać czy wzdychać? To słabość czy siła i nowy urok polskiej ligi?






