Dwóch minut zabrakło Legii do możliwości gry w europejskich pucharach. To wiąże się z tym, że klub straci ogromny zastrzyk gotówki. - 50 proc. dzielimy po równo, baza jest, a 35 proc. można wywalczyć na boisku, więc walczcie - zaapelował prezes Ekstraklasy S.A. Marcin Animucki. O jakich kwotach mówimy?

PAP/Radek Pietruszka

Niewiele brakowało, by Legia Warszawa awansowała do europejskich pucharów. Jeszcze niedawno wydwało się to niemożliwe, bo klub był w dołku i znajdował się w srtefie spadkowej. Dwóch minut zabrakło Wojskowym, by znaleźć się na miejscu gwarantującym występy w el. Ligi Konferencji. "I taka sztuka mogłaby się udać, gdyby Pogoń Szczecin utrzymała jednobramkowe prowadzenie w meczu z GKS-em Katowice. Wszystko szło po myśli Portowców oraz warszawskiej drużyny do 92. minuty. Wówczas za interwencję rękoma poza własnym polem karnym czerwoną kartką został ukarany bramkarz Pogoni - Krzysztof Kamiński. W związku z przekroczonym limitem zmian gospodarze nie mogli wprowadzić bramkarza z ławki rezerwowych. Efektem tego było założenie rękawic przez Filipa Cuicia. Urodzony w Splicie piłkarz skapitulował w 97. minucie po strzale Wędrychowskiego zza pola karnego. Po tej bramce wśród piłkarzy ze Śląska zapanowała euforia" - relacjonowaliśmy na łamach Sport.pl.