- Od pięciu lat polski młot nie latał tak daleko. Aż nagle 37-letni Paweł Fajdek znów zaczął rzucać po 82 metry i znów myśli o medalu wielkiej imprezy. Po eliminacjach mistrzostw Europy liczymy, że nasz nestor powalczy z gniewną młodzieżą. Na jej czele stoi król sedesów z Francji. - Żeby w pokoju nie było gorąco, żebym się mógł wyspać - tylko tego trzeba Polakowi przed finałem. Fajdek zapowiada fajerwerki.
Paweł Fajdek aż pięć razy był mistrzem świata, a na mistrzostwach Europy "Mazurka Dąbrowskiego" grano mu tylko raz – dziesięć lat temu w Amsterdamie. Czy we wtorek w Birmingham posłuchamy razem z nim polskiego hymnu?
Cóż, o to będzie trudno. Więcej: trudno będzie o jakikolwiek medal, bo młodsi siłacze z innych krajów w ostatnich latach przejęli tę przez lata polską konkurencję. Ale "dziadzia" Fajdek w tym sezonie pokazuje i im, i nam wszystkim, że jeszcze się nie skończył. Kiedy powtarzał, że ciągle stać go na walkę o wielkie rzeczy, jednak wiedział, co mówi.
W marcu Fajdek już był w innej roli. Taki powrót zaskakuje
W marcu w Toruniu Fajdek występował na halowych mistrzostwach świata jako reporter (młociarze w hali nie rywalizują). Chodził z kamerką, rozmawiał z zawodnikami, pokazywał kulisy. W gronie polskich dziennikarzy słychać było opinie, że pracując dla Fundacji Kamili Skolimowskiej stary mistrz szykuje się już do życia po życiu. Panowało przekonanie, że swoje już wygrał. Tymczasem pięć miesięcy później znów liczymy, że zobaczymy w nim nie początkującego reportera, tylko starego mistrza, który jeszcze może dać parę lekcji młodszym.






