Teksty Stanisława Tyma to literacko-satyryczny portret naszych czasów, od PRL-u zaczynając. Nadal zadziwiająco trafny i aktualny
Stanisław Tym jest nam potrzebny na co dzień. I od święta. Zapiszcie to sobie „wężykiem, wężykiem".
Dla mojego pokolenia słowa „wężykiem, wężykiem" są czytelne. Może już tylko dla mojego? W PRL-u weszły do potocznej polszczyzny. Takie właśnie rzucaliśmy w towarzystwie aluzje na znak, że jesteśmy świadomi absurdu, jaki nam na co dzień towarzyszy, i że choć sobie z tego kpimy, to akceptujemy to, bo innego życia nie mamy.
Chciałabym, by Tym sprawił, że kolejne pokolenia rozsmakują się w opowieściach babersów i dziadersów typu „Kiedyś to było…". No i w felietonach Tyma. Bo on swoim złośliwo-dociekliwym piórem kreśli tamtą rzeczywistość i najnowsze czasy III RP. To literacko-satyryczny portret naszych czasów (ponad 40 lat Polski na felietonowo). Aż dziw bierze, jak dziś spostrzeżenia Tyma (ostatnio przypomniane w zbiorze jego tekstów „Wężykiem, wężykiem, czyli utwory znalezione pod łóżkiem") są trafne. Ale może nie ma się czemu dziwić?
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.






