Koty podobno mają dziewięć żyć. Brytyjczyk chyba wierzy, że tyle samo mają jego żarty.
"Kocie życie"? Na pewno nie jak w Madrycie. Szczególnie, jeśli złośliwy los umieścił cię w angielskim mieście.
Lokalność jest jedną z mocnych stron serialu. Nie chodzi mi nawet o kocią randkę przy dźwiękach "There Is A Light That Never Goes Out" The Smiths, ale przede wszystkim o język. Dlatego polecam oglądanie z oryginalną ścieżką dźwiękową, z której sporo można się dowiedzieć o współczesnej, potocznej, brytyjskiej angielszczyźnie. Długą drogę przebył ten język od czasów Szekspira – może tak to ujmę.
kalendarium
wczoraj w Wyborczej













