Piotr Samiec-Talar musiał swoje w Śląsku Wrocław przeżyć. Na jego drodze może i zdarzały się róże, ale przez lata głównie trafiał na ich kolce. Dziś jednak jest kapitanem oraz liderem beniaminka Ekstraklasy. Oto nasz czwartkowy "EkstraHero".
Pogoda w trakcie tego lata nie oszczędza mieszkańców naszego kraju. We Wrocławiu na przykład od wielu dni jest wręcz piekielnie gorąco, a dzień bez mniej lub bardziej intensywnej burzy w zasadzie się nie zdarza. Jednak najpotężniejszy grzmot ostatnich dni w stolicy Dolnego Śląska nie był wytworem natury. Wywołał go człowiek - w niedzielny wieczór 2 sierpnia na Tarczyński Arenie Wrocław. "Gromowładnym" był Piotr Samiec-Talar, którego gol na 2:1 w meczu z Rakowem Częstochowa wywołał eksplozję radości ponad dwudziestu tysięcy kibiców Śląska.
Zobacz wideo Siatkarze o Mistrzostwach Europy
CLJ-tki nie chciał. Problem w tym, że Ekstraklasa długo nie bardzo chciała jego
To najbardziej utalentowany piłkarz, z jakim miałem do czynienia w ostatnich latach - tak mówił o nim już w 2018 roku ówczesny trener Śląska Tadeusz Pawłowski. Samiec-Talar miał wówczas 17 lat i biegał głównie po boiskach Centralnej Ligi Juniorów. Rywalizował w niej m.in. z Jakubem Kamińskim (Lech Poznań) i Kacprem Kozłowskim (Pogoń Szczecin). Śląsk zdobył w sezonie 2018/19 srebrny medal, swój najlepszy w tej kategorii wiekowej (U-18) od czterdziestu lat. Za to Samiec-Talar, choć błyszczał, za CLJ-tką... nie przepadał. - Nie lubię tamtejszej gry. Wszystko jest wolniejsze, każdy przy piłce ma pięć, nawet sześć kontaktów. Ja wolę grać szybką piłkę, taką jak piłkarze z pierwszej drużyny - mówił w 2018 roku w rozmowie z "Gazetą Wrocławską".






