Gdy zaczynałem, walczyłem o to, by w Rosji upadł komunizm. Teraz zależy mi na tym, by skończyła się wojna. Dlatego chciałem wziąć udział w wyborach prezydenckich, choć wiedziałem, że nie mam szans na zwycięstwo - mówi rosyjski antywojenny polityk.

Wiktoria Bieliaszyn: Usiłował pan wziąć udział w zaplanowanych na jesień wyborach do Dumy Państwowej jako kandydat znany z antywojennej narracji. Z podobnymi hasłami próbował pan startować w ostatnich wyborach prezydenckich. Ani wtedy, ani teraz władze pana do nich nie dopuściły, choć tym razem zareagowały ostrzej: wpisały pana do rejestru "agentów zagranicy", ukarały grzywną za "propagowanie ekstremizmu" z powodu udostępnienia zdjęcia Aleksieja Nawalnego, a także zabroniły wyjazdu z kraju. W trakcie rozprawy sądowej 17 lipca poczuł się pan źle, wzywano karetkę. Jak czuje się pan teraz?