Porażki Górnika Zabrze, a szczególnie Lecha Poznań już w II rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów, to kolejny dowód, że polskie kluby są tylko mięsem armatnim w europejskich rozgrywkach. A w środę w Poznaniu wydarzyło się coś logicznego. Słabszy odpadł z Ligi Mistrzów, lepszy gra dalej.

Dziś większość kibiców łamie sobie głowę nad tym, w jaki sposób piłkarze mistrza Polski roztrwonili trzy bramki przewagi z pierwszego meczu z Aarhus GF? Tymczasem sprawa jest prosta: kluby duńskie są europejską klasą średnią, w fazie grupowej Ligi Mistrzów grały 12 razy. Zespoły z naszej Ekstraklasy zaledwie trzykrotnie, z czego dwa razy Legia Warszawa i raz Widzew Łódź. Mija właśnie dekada od chwili, gdy ostatni polski zespół rywalizował w najbardziej prestiżowych europejskich rozgrywkach.

Liga Mistrzów nie dla Polaków

W poprzedniej edycji Champions League FC Kopenhaga zdobyła osiem punktów w ośmiu meczach fazy ligowej. To był jej siódmy start w tych rozgrywkach. W Lidze Mistrzów grały też Aalborg (dwa razy), Broendby, Nordsjaelland i Midtjylland. W klasyfikacji wszech czasów duńskie kluby są tuż nad norweskimi (13 występów w Champions League), remisują z rumuńskimi, wyprzedają szwedzkie i chorwackie (po 9) oraz cypryjskie, serbskie i izraelskie (po 6).