Loty odwoływane z powodu dronów, nad leżakami przelatują rakiety, plaże pokrywa ropa i martwe delfiny, brakuje benzyny. Ale "morze ciepłe, ludzi mniej, ceny trochę spadły". Sezon na rosyjskiej riwierze w pełni.
– Nasz samolot właśnie wylądował na lotnisku w Mineralnych Wodach – rozlega się z głośników głos kapitana. – Obecnie oczekujemy na zgodę na odlot do Soczi.
Dla reportera „Bieregu" najsłynniejszy rosyjski kurort i gospodarz zimowej olimpiady jest jedynie punktem przesiadkowym – tylko stamtąd można dostać się do Tuapse, popularnej wakacyjnej miejscówki, która nie ma własnego lotniska.
Ale przestrzeń powietrzna nad Soczi została tymczasowo zamknięta – prawdopodobnie z powodu zagrożenia atakiem dronów albo rakiet. Nikogo z pasażerów szczególnie to nie dziwi. W ostatnich miesiącach rosyjskie lotniska, zwłaszcza na południu kraju, niemal codziennie przerywają pracę z powodu alarmów.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.








