Zanim zrzucimy całą winę na lekarzy, trzeba zrozumieć mechanizm, który przez lata funkcjonował jako układ wygodny dla wszystkich - mówi Tomasz Karauda, pulmonolog z łódzkiego Szpitala im. Barlickiego i radny sejmiku.

Robert Grześkowiak: Zajrzałem do pana oświadczenia majątkowego, które - jako radny - jest pan zobowiązany składać. Wynika, z niego, że średnio miesięcznie w ub. roku zarobił pan 32 245,98 z - z działalności lekarskiej, diety radnego czy pracy na Uniwersytecie Medycznym. To duże pieniądze, ale wciąż nie takie, które padają w dyskusjach o lekarskich kominach płacowych. Skąd się bierze aż taka różnica?

Tomasz Karauda: Z rodzaju pracy, specjalizacji i sposobu rozliczania. Inaczej wygląda praca lekarza zachowawczego, internisty czy pulmonologa, a inaczej specjalisty zabiegowego, który wykonuje procedury wysoko wycenione przez NFZ.